Zeal & Ardor jest młodym zespołem, który na swym koncie ma dopiero jedną, wydaną w tym roku płytę. To właśnie ten krążek – Devil is Fine, jest czymś, co chciałabym wziąć pod lupę. Dlaczego? Ponieważ nie jest to kolejny black metalowy zespół, śpiewający o diable, używający standardowych a wręcz oklepanych riffów. Zeal & Ardor powstał za sprawą niebanalnego pomysłu połączenia black metalu z nurtem negro spirituals. Niektórzy nazywają w żartach ten twór black black metalem.
Co jednak jest tak niezwykłe w tym zespole? Manuel Gagneux, pomysłodawca i główny wokalista zespołu, jak sam mówi, bawi się muzyką, szukając coraz to nowych doznań, próbując wyrazić siebie. Wcześniej muzyk był twórcą internetowym, który często z nudów łączył różne gatunki muzyczne. Jak sam mówi, muzykę traktuje jako dobrą zabawę i chce się tym dzielić z innymi. To właśnie za sprawą jednego ze swych odbiorców na 4CHAN, który żartobliwie zaproponował połącznie negro z black metalem, powstał singiel Devil is Fine. Wokalista wraz z przyjaciółmi, widząc pozytywny odbiór ich twórczości, postanowili stworzyć cały album. Teledysk do singla promującego płytę mrozi krew w żyłach. Praca nad nim sprawiła wiele radości Gagneux, jak sam przyznaje w jednym z wywiadów.
Co do samej płyty, od pierwszego utworu budowany jest klimat i narasta napięcie. Na szczególną uwagę zasługują wcześniej już wspomniany kawałek Devil is Fine, Come on Down oraz trzy przerywniki muzyczne zwane Sacrilegium, które dodają płycie oryginalności. Choć z pozoru Sacrilegia nie pasują do reszty płyty, bardzo odstając brzmieniowo od pozostałych kawałków, są, według mnie, ciekawym i dość odważnym zabiegiem. Po ciężkich i bardzo niepokojących ducha kawałkach, następuje wyciszenie lub oderwanie słuchacza za pomocą wspomnianych przerywników, by znów za chwilę zmącić spokój. Wielu mogłoby się ze mną nie zgodzić w tej kwestii, uważając Sacrilegia za zbędne i mało trafne na tej płycie. Myślę, że płyta miała szokować i intrygować – taka też właśnie jest.
Z początku nie potrafiłam się przekonać do tego zespołu, był dla mnie zbyt dziwny i wręcz trochę odrzucał. Jednakże, po koncercie Zeal & Ardor w katowickim Spodku, który niezwykle mnie urzekł, z niecierpliwością wyczekuję nowej płyty. Co o przyszłości zespołu mówi sam Manuel Gagneux? Traktuje to jako dobrą zabawę i tak długo będzie kontynuował ten projekt, jak długo ludzi będzie interesować jego twórczość, przy czym podkreśla, że wciąż ma zamiar eksperymentować. Jeśli stworzył coś tak interesującego dla żartów, co powstanie, kiedy muzycy wezmą się za to na poważnie? Mam nadzieję, że odpowiedź nadejdzie wkrótce.
![]() |
| www.zealandardor.com |
Co do samej płyty, od pierwszego utworu budowany jest klimat i narasta napięcie. Na szczególną uwagę zasługują wcześniej już wspomniany kawałek Devil is Fine, Come on Down oraz trzy przerywniki muzyczne zwane Sacrilegium, które dodają płycie oryginalności. Choć z pozoru Sacrilegia nie pasują do reszty płyty, bardzo odstając brzmieniowo od pozostałych kawałków, są, według mnie, ciekawym i dość odważnym zabiegiem. Po ciężkich i bardzo niepokojących ducha kawałkach, następuje wyciszenie lub oderwanie słuchacza za pomocą wspomnianych przerywników, by znów za chwilę zmącić spokój. Wielu mogłoby się ze mną nie zgodzić w tej kwestii, uważając Sacrilegia za zbędne i mało trafne na tej płycie. Myślę, że płyta miała szokować i intrygować – taka też właśnie jest.
Z początku nie potrafiłam się przekonać do tego zespołu, był dla mnie zbyt dziwny i wręcz trochę odrzucał. Jednakże, po koncercie Zeal & Ardor w katowickim Spodku, który niezwykle mnie urzekł, z niecierpliwością wyczekuję nowej płyty. Co o przyszłości zespołu mówi sam Manuel Gagneux? Traktuje to jako dobrą zabawę i tak długo będzie kontynuował ten projekt, jak długo ludzi będzie interesować jego twórczość, przy czym podkreśla, że wciąż ma zamiar eksperymentować. Jeśli stworzył coś tak interesującego dla żartów, co powstanie, kiedy muzycy wezmą się za to na poważnie? Mam nadzieję, że odpowiedź nadejdzie wkrótce.

Komentarze
Prześlij komentarz