Przejdź do głównej zawartości

HIM - żegnamy Was (relacja z koncertu, Warszawa 28.11.2017)



Dziś będzie trochę romantycznie, ale wciąż metalowo, bo tym razem relacja z koncertu zespołu HIM.


HIM jest fińskim zespołem, który stworzył nowy rodzaj muzyki - love metal. Zespół został założony 26 lat temu w Helsinkach przez Ville Valo (wokal), Mikko “Linde” Lindströma (gitara) oraz Mikko “Mige” Paananena (bas). W marcu tego roku HIM ogłosił smutną wiadomość dla fanów - zespół rozwiązuje działalność i rusza w trasę koncertową po świecie, by zagrać dla swoich fanów ten ostatni już raz.

HIM; koncert; Stodoła; Ville Valo; lovemetal; heartagram



We wtorek 28 listopada HIM zagrał w warszawskim klubie Stodoła. Pomimo wielu negatywnych komentarzy o braku zaangażowania i kontaktu z publicznością muzyków a także o niezbyt ciekawych wcześniejszych koncertach, polscy fani przybyli tłumnie na koncert. Bilety wyprzedały się niemalże natychmiast po tym, jak ruszyła sprzedaż.



Supportem Finów był amerykański zespół z Atlanty - Biters, który choć istnieje dopiero od 2009 roku, zatrzymał się w czasach świetności glam i hard rocka. Panowie przekazali publiczności olbrzymią dawkę energii, będąc tym samym fantastyczną rozgrzewką przed głównym koncertem, na który wszyscy czekali. Z przyjemnością zapoznam się z twórczością zespołu. Ich muzyka jest bardzo pozytywna i bardzo skoczna a look sceniczny wspaniale oddaje późne lata 70. i 80. Biters jest mieszanką zespołów The Offspring, Cinderella, Def Leppard z fryzurą młodego Stevena Tylera z Aerosmith.

Biters; koncert; stodoła; HIM;



Ku wielkiemu zdziwieniu stałych bywalców koncertów zespołu, HIM zaczął punktualnie o 20:30. Polska była drugim państwem na mapie europejskiej trasy zespołu. Finowie zaskoczyli swoich fanów listą utworów, jakie zagrali. Na ich playliście były kawałki, które na koncertach można usłyszeć bardzo rzadko, jeśli w ogóle. Zagrali takie utwory, jak Wings of A Butterfly, Buried Alive Bby Love, Pretending, Heartkiller, Your Sweet Six Six Six, The Funeral Of Heart, Poison Girl, Right Here In My Arms oraz dwa encore’y: Rebel Yell Billy’ego Idola oraz When Love and Death Embrace. Łącznie HIM zagrał 21 kawałków, z których jest najbardziej znany. Z najnowszej płyty Tears on Tape można było usłyszeć tytułowy utwór. Nie obyło się bez ogromnego Heartagramu na scenie i pisków rozkochanych w wokaliście fanek (fanów również).


Zespół bardzo emocjonuje swoich fanów. Nic dziwnego, że ekscytacja w połączeniu ze ściskiem i nie najlepiej klimatyzowaną salą koncertową były powodem omdleń i złego samopoczucia kilku osób. W pewnym momencie Ville przerwał utwór w połowie, żeby dowiedzieć się, jak czuje się dziewczyna, która źle się poczuła i zapytać czy wszystko z nią i z resztą w porządku. Z informacji, jakie do mnie właśnie dotarły wynika, że w w tamtym momencie doszło do przepychanki a nawet bijatyki, w której prawdopodobnie ucierpiała wspomniana wcześniej fanka. Artysta udowodnił, że wbrew wielu nieprzychylnym opiniom interesuje się swoimi fanami i dba o nich na swoich koncertach. Pożegnalna trasa koncertowa HIMa nie jest tylko robotą do wykonania, dalej widać starania zespołu i w żadnym wypadku nie dało się odczuć wypalenia - był ogień, jak zawsze.

HIM; koncert; Stodoła; Ville Valo; lovemetal; heartagram



Nie mogło obyć się bez podziękowań ze strony fanów. HIM zszedł już ze sceny, jednak, jak można było się spodziewać, wrócił na bis (a nawet dwa). Po pierwszej nieudanej próbie wręczenia Ville baneru z podziękowaniami, Roxy z oficjalnej polskiej fanowskie strony zespołu rzuciła zwinięty kawałek materiału na scenę, tym razem celniej, bliżej frontmana. Ville podniósł zawiniątko, na którym napisane było “Thank You Guys and Good Luck”. Ville wyraził swoją wdzięczność za prezent podkreślając, że podziękowania należą się fanom za te 26 lat wspólnej przygody. Publiczność zaczęła bić brawo i krzyczeć rytmicznie “Dziękujemy”, jednak widząc lekko skonfundowane miny muzyków, którzy nie rozumieli, co publika chce im przekazać, zaczęło się skandowanie “Thank You!”.To była bardzo magiczna chwila i najlepsze podziękowanie, jakie fani mogą dać swoim ulubieńcom.

HIM; koncert; Stodoła; Ville Valo; lovemetal; heartagram






Udało mi się porozmawiać z wieloletnią fanką zespołu, która już kilka razy była na koncercie HIMa i zna go znacznie lepiej, niż ja.

Od jak dawna słuchasz zespołu?

Jeśli dobrze pamiętam 13-14 lat.

Wow, to przecież większość Twojego życia!

Zgadza się, zaczęłam ich słuchać będąc jeszcze w podstawówce, mając 9-10 lat.

Jak poznałaś HIM?

Początki słuchania HIMa zawdzięczam mojemu bratu - tak samo jak początki mojej przygody z mocniejszymi brzmieniami. Brat, mieszkający wtedy we Wrocławiu, przywoził do domu najróżniejsze kasety, potem płyty CD. Sam nie słuchał Ville i spółki, ale uznał, że akurat mnie te mroczne, ale też romantycznie dźwięki mogą się spodobać. Jak widać, miał rację.

Którą płytę lubisz najbardziej i dlaczego?


Razorblade Romance. To właśnie ta płyta z 1999 roku była moją pierwszą. Na świecie nastąpił ogromny przełom - rok 2000, taki sam przełom nastąpił w moim sercu po przesłuchaniu tego albumu. Zakochałam się w głosie Ville, potrafiłam w nocy przebudzić się tylko po to, żeby go posłuchać. Nie wiedziałam jeszcze nic o zespole - dostęp do informacji nie był tak łatwy, jak w obecnych czasach. Wiedziałam jedynie, że jest to miłość na lata.

Ile razy byłaś na koncercie zespołu i który wspominasz najmilej?

Wychodzi na to, że zespół na żywo zobaczyłam trzy razy. Pierwszy koncert, w 2013 roku - wakacje, koniec liceum, Warszawa, Ursynalia. Do końca nie mogłam uwierzyć, że zobaczę mój "zespół życia" na żywo. Kiedy tłum zbierał się przed sceną i wszystko zaczynało być coraz bardziej realne, trzymałam za rękę moją przyjaciółkę, aby całkowicie się nie rozkleić. Ogromne przeżycie - tyle lat słuchania, poszukiwania informacji o zespole, zagłębianie się w ich historię. I spełnienie marzenia - głos Ville, który nie był tylko nagrany I odtwarzany. Może to dlatego ten koncert zrobił na mnie największe wrażenie, chociaż nie uważam, żeby był najlepszy. Drugi - również Warszawa, klub Stodoła, również z tą samą, najważniejszą osobą. Przyznaję - mało pamiętam z tego koncertu. Nie, nie dlatego, że był słaby, wręcz przeciwnie - chłopaki spisali się na medal. Bardziej chodzi tu o mój stan fizyczny, nie czułam się zbyt dobrze ze względu na panujący upał i brak powietrza na samej sali, 40 stopni, glany, zmęczenie po podróży. Jednak w tamtym momencie również byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi. Ostatni koncert, pożegnalny, zobaczyłam 28 listopada, również w Warszawie.

Co powiesz na temat ich ostatniego koncertu? Na jaki utwór najbardziej czekałaś i jak odniesiesz się do komentarzy z wcześniejszych koncertów tej trasy, jakoby członkowie zespołu wchodzili na scenę, by wykonać swoją robotę a koncerty wydawały się wymuszone i brakowało w nich energii?

Szczerze - jak usłyszałam o decyzji HIM w marcu, byłam zrozpaczona. Informacja o pożegnalnej trasie, kupno biletów, wszystko działo się na początku roku 2017. Z biegiem czasu zaczęłam się godzić z zakończeniem kariery mojego ukochanego zespołu, ba, zaczekam ją rozumieć. To już nie są Ci sami młodzi chłopcy, którzy zapoczątkowali nowy gatunek muzyczny - love metal. To dojrzali mężczyźni, którzy chcą ułożyć sobie życie na spokojnie, założyć rodziny, spróbować czegoś nowego. Dlatego kiedy usłyszałam o pierwszych wrażeniach z trasy, które mówiły o tym, że zespół wychodzi na scenę, odwala swoje i schodzi, nie zdziwiłam się zbytnio. Późniejszych komentarzy starałam się nie czytać, aby źle się nie nastawiać. Jeśli chodzi o piosenkę - standardowo u mnie czekałam na Right Here In My Arms. Piosenka, która wywołuje we mnie skrajne emocje. I nie zawiodłam się - zespół wykonał świetną robotę.

Czy coś Cię zaskoczyło, coś zawiodło na koncercie?

Ville miał bardzo dobry kontakt z publiką i żywo reagował na nasze owacje. Moment, który mnie całkowicie zaskoczył to właśnie przerwanie piosenki Right Here In My Arms. Ville zobaczył, że jedna osoba w pierwszych rzędach nie czuję się najlepiej, prawdopodobnie wynikało to ze ścisku oraz małego pogo, które tworzyło się pod sceną. Zapytał, czy wszystko jest dobrze, bo nie chciałby, żeby komuś coś się stało - to nie jest zabawa, kiedy komuś innemu dzieje się krzywda. To było coś cudownego i tak bardzo w stylu Ville.

Wierzysz w to, że to naprawdę koniec? Czy może masz nadzieję, że usłyszymy jeszcze kiedyś o muzykach HIMa ?


Jeśli chodzi o samą formację HIM - tak, prawdopodobnie jest to całkowity koniec. Ale na pewno usłyszymy o członkach zespołu, którzy wraz ze swoimi solowymi projektami wciąż będą tworzyć. Mają w sobie zbyt dużo miłości do muzyki, żeby z nią zerwać. Aktualnie na pewno będą chcieli odpocząć, ale później... Kto wie. Jestem pewna, że jeszcze o nich usłyszymy, a może nawet zobaczymy na koncertach w Polsce.

HIM; koncert; Stodoła; Ville Valo; lovemetal; heartagram




Pomimo wielkiego żalu z powodu rozpadu zespołu, rozumiem decyzję muzyków. W wywiadzie dla magazynu muzycznego Metal Hammer Ville wyjaśnia powody, dla których HIM nie może już istnieć. Według jego słów panowie mieli już problemy przed nagraniem ostatniego albumu - Tears on Tape. Nagrania i w efekcie płyta miały być próbą uratowania zespołu i powrotu z nowym materiałem na scenę. Niestety, płyta okazała się być nie tak dobra, jak poprzednie. Kolejny cios nadszedł w 2015 roku, gdy z zespołu odszedł perkusista Mika Karppinen. Przyszłość HIMa zawisła na włosku, jednak zdeterminowani muzycy postanowili spróbować ten ostatni raz. Zaplanowali nawet nagranie nowej płyty na 2016 rok, jednak stracili dawny zapał, a ich próby spełzły na niczym. Na początku tego roku podjęli decyzje o rozwiązaniu zespołu i ogłosili to swoim fanom w marcu, zapowiadając nadchodzącą pożegnalną trasę.


Osobiście trzymam kciuki za dalszą karierę muzyków i wierzę, że po chwili odpoczynku i wyzbyciu się trosk związanych z życiem na scenie powrócą i zaszokują świat. Koncert uważam za jak najbardziej udany, a muzykę zespołu polecam z całego serca.

HIM; koncert; Stodoła; Ville Valo; lovemetal; heartagram

Komentarze

Najchętniej czytane

Wrocławska 3-majówka 2018

Majówka już dawno za nami, przypomnę Wam jednak dzisiaj te chwile wolności i odpoczynku. Opowiem Wam o tegorcznej edycji wrocławskiej 3-majówki, jednego z przyjemniejszych i świetnie przygotowanych festiwali muzycznych, na których miałam okazję być. http://www.3-majowka.pl/ Dla porównania, w zeszłym roku pisałam o Metal Hammer Festival w katowickim Spodku, który zawiódł mnie pod kątem technicznym (więcej na ten temat TUTAJ ). Ani razu nie słyszałam sprzężeń, problemów z głośnością, czy opóźnień! Nagłośnienie było świetnie przygotowane, nie było słuchać pogłosów a będąc akurat na koncercie na Pergoli, można było usiąść po drugiej stronie sadzawki i słuchać, siedząc na trawie i popijając piwo, a muzyka i tak była dobrze brzmiąca i słyszalna. Artyści zaczynali o czasie, co jest dość nietypowe w muzycznym świecie. Nietypowe, jednakże przyjemne, związane z dużym szacunkiem do odbiorcy. DZIEŃ PIERWSZY (1.05) Pierwszego dnia koncerty zaczęły się dość późno przez wzgląd na odby...

Koncert: Łaty i Frankenstein Children (Wrocław, Stara Piwnica, 29.06.2018)

Dziś trochę od czterech liter strony - napiszę coś o wydarzeniu najnowszym, w następnych postach opowiem Wam o minionych wydarzeniach (koncert Hollywood Vampires oraz Parkway Drive). Prócz wielkich wydarzeń i dużych koncertów, lubię czasem wpaść na mały, wręcz kameralny koncert młodych artystów. Dziś wylądowałam na podwójnym koncercie. Dwie młode formacje - Frankenstein Children oraz Łaty pokazały się na letniej scenie Starej Piwnicy we Wrocławiu. Przyjemnie, ciepło, zimne piwo, czego można chcieć więcej? Z pewnością dobrej muzyki. Pierwszy zespół, czyli Frankenstein Children , prezentuje coś, co ciężko mi zaklasyfikować. Nazwałabym to połączeniem alternatywnego rocka i synth popu, jednak sam zespół pisze o sobie jako o wykonawcy groovepunku. Nie jest to zdecydowanie rodzaj muzyki, za którym szaleję. Jak można wywnioskować po wcześniejszych wpisach na blogu, wolę mocniejsze brzmienia. Znacznie mocniejsze. Co nie zmienia faktu, że nie znalazłam czegoś dla siebie. Kawałek ...