Przejdź do głównej zawartości

Demonic Resurrection, czyli indyjski death metal

Zespół, o którym chciałabym dzisiaj napisać, jest dość pozytywnie nietypowy. Demonic Resurrection, bo o nim mowa, powstał w Mumbaju (Indie) w roku 2000. Jako licencjonowany filolog indyjski byłam ciekawa, czy w Indiach również znajdę przejawy miłości do mocnych brzmień. Ku mojemu zaskoczeniu, znalazłam nie jeden i nie dwa rockowo-metalowe zespoły, mogące zawstydzić swoich europejskich kolegów (zestawienie tychże zespołów już wkrótce). Słyszałam wcześniej o death metalu z Kazachstanu, Pakistanu, czy Japonii, nie przyszło mi do głowy jednak, by poszukać także w Indiach.

www.bandcamp.com

Najbardziej przypadł mi do gustu Demonic Resurrection, choć nie od razu chwycił mnie za serce. Ostatni album tego blackened death metalowego zespołu Dashavatar, czyli dziesięć awatarów, w dziesięciu utworach opowiada mity związane z inkarnacjami (wcieleniami) boga Wisznu. Bóg ten jest dla hinduistów znaczący, jest jednym z trimurti (trójcy najwyższych bogów: Brahma - stwórca, Wisznu - podtrzymujący istnienie świata i Śiwa - niszczyciel). Pomimo, że zespołów propagujących folk jest wiele, choćby Percival Schuttenbach, Żywiołak, Myrkur i wiele innych, połączenie folku indyjskiego z death metalem jest czymś niespotykanym. Ta hermetyczna kultura przez stulecia opierała się wpływom z Zachodu (stąd też jest tak wyjątkowa i bardzo charakterystyczna, trudna do pomylenia z inną azjatycka kulturą). Wciągnięcie do świata metalu indyjskiego folku jest przełamaniem pewnych granic, których hindusi nie byli skłonni przekraczać. To z jednej strony próba otwarcia mieszkańców Indii na nowe doznania muzyczne przy wykorzystaniu tego, co jest ich dziedzictwem kulturowym, ale także próba przedstawienia odbiorcy z Zachodu bardzo starej i barwnej, momentami zawiłej mitologii mieszkańców Półwyspu Indyjskiego. Utwory są ciekawie skomponowane a historie związane z heroicznymi walkami Wisznu są opowiedziane bardzo poetycko. Pomimo popularnego skojarzenia muzyki indyjskiej z kinem Bollywood (Hindi Cinema), Demonic Resurrection przełamuje ten stereotyp pokazując, że hindusi także potrafią grać dobry metal.


Jednym z moich ulubionych utworów jest Buddha: The Teacher. Opiera się on na buddyjskiej mantrze Buddam śaranam gacchami (tłum. uciekam się pod opiekę Buddy). Ten utwór jak i rozpoczynający album Matsya: The Fish oddają charakterystyczny klimat indyjski, w połączeniu z death metalem, robi to piorunujące wrażenie. Co jeszcze zasługuje na uznanie, to użycie tradycyjnych indyjskich instrumentów, takich jak tabla (dwa niewielkie bębny), czy też sitar (duży instrument strunowy, przypominający gitarę).




DR na swoim koncie ma już kilka albumów, jednak to ostatni z nich dla mnie, miłośniczki mitów, legend i baśni, badaczki mitologii indyjskiej, był strzałem w dziesiątkę i podejrzewam, że jeszcze długo pozostanie częścią mojej codzienności. Co do występów zespołu na żywo, mam szczerą nadzieję, że muzycy przyjadą kiedyś z wizytą do Polski, choć wycieczka na koncert do ich rodzinnego Mumbaju jest równie kusząca.

Komentarze

Najchętniej czytane

HIM - żegnamy Was (relacja z koncertu, Warszawa 28.11.2017)

Dziś będzie trochę romantycznie, ale wciąż metalowo, bo tym razem relacja z koncertu zespołu HIM. HIM jest fińskim zespołem, który stworzył nowy rodzaj muzyki - love metal. Zespół został założony 26 lat temu w Helsinkach przez Ville Valo (wokal), Mikko “Linde” Lindströma (gitara) oraz Mikko “Mige” Paananena (bas). W marcu tego roku HIM ogłosił smutną wiadomość dla fanów - zespół rozwiązuje działalność i rusza w trasę koncertową po świecie, by zagrać dla swoich fanów ten ostatni już raz. We wtorek 28 listopada HIM zagrał w warszawskim klubie Stodoła. Pomimo wielu negatywnych komentarzy o braku zaangażowania i kontaktu z publicznością muzyków a także o niezbyt ciekawych wcześniejszych koncertach, polscy fani przybyli tłumnie na koncert. Bilety wyprzedały się niemalże natychmiast po tym, jak ruszyła sprzedaż. Supportem Finów był amerykański zespół z Atlanty - Biters, który choć istnieje dopiero od 2009 roku, zatrzymał się w czasach świetności glam i hard rocka. Panowie przekazali pu...

Wrocławska 3-majówka 2018

Majówka już dawno za nami, przypomnę Wam jednak dzisiaj te chwile wolności i odpoczynku. Opowiem Wam o tegorcznej edycji wrocławskiej 3-majówki, jednego z przyjemniejszych i świetnie przygotowanych festiwali muzycznych, na których miałam okazję być. http://www.3-majowka.pl/ Dla porównania, w zeszłym roku pisałam o Metal Hammer Festival w katowickim Spodku, który zawiódł mnie pod kątem technicznym (więcej na ten temat TUTAJ ). Ani razu nie słyszałam sprzężeń, problemów z głośnością, czy opóźnień! Nagłośnienie było świetnie przygotowane, nie było słuchać pogłosów a będąc akurat na koncercie na Pergoli, można było usiąść po drugiej stronie sadzawki i słuchać, siedząc na trawie i popijając piwo, a muzyka i tak była dobrze brzmiąca i słyszalna. Artyści zaczynali o czasie, co jest dość nietypowe w muzycznym świecie. Nietypowe, jednakże przyjemne, związane z dużym szacunkiem do odbiorcy. DZIEŃ PIERWSZY (1.05) Pierwszego dnia koncerty zaczęły się dość późno przez wzgląd na odby...

Koncert: Łaty i Frankenstein Children (Wrocław, Stara Piwnica, 29.06.2018)

Dziś trochę od czterech liter strony - napiszę coś o wydarzeniu najnowszym, w następnych postach opowiem Wam o minionych wydarzeniach (koncert Hollywood Vampires oraz Parkway Drive). Prócz wielkich wydarzeń i dużych koncertów, lubię czasem wpaść na mały, wręcz kameralny koncert młodych artystów. Dziś wylądowałam na podwójnym koncercie. Dwie młode formacje - Frankenstein Children oraz Łaty pokazały się na letniej scenie Starej Piwnicy we Wrocławiu. Przyjemnie, ciepło, zimne piwo, czego można chcieć więcej? Z pewnością dobrej muzyki. Pierwszy zespół, czyli Frankenstein Children , prezentuje coś, co ciężko mi zaklasyfikować. Nazwałabym to połączeniem alternatywnego rocka i synth popu, jednak sam zespół pisze o sobie jako o wykonawcy groovepunku. Nie jest to zdecydowanie rodzaj muzyki, za którym szaleję. Jak można wywnioskować po wcześniejszych wpisach na blogu, wolę mocniejsze brzmienia. Znacznie mocniejsze. Co nie zmienia faktu, że nie znalazłam czegoś dla siebie. Kawałek ...