Po długiej nieobecności wracam!
Dziś przybliżę Wam trochę historię polskiego zespołu. Michał Jelonek - skrzypek dobrze pewnie Wam znanego zespołu Hunter (o którym więcej kiedyś) swoją solową karierę rozpoczął w 2007 roku. Ten multiinstrumentalista (skrzypce, altówka, kontrabas i jeszcze pewnie parę innych) połączył brzmienie skrzypiec z metalem. Do tej pory ukazały się dwa albumy Jelonka - Jelonek oraz Revenge. Połączenie klasyki z metalem? Nic nowego, powiecie. Utwory na obu płytach są instrumentalne, całkowicie pozbawione wokalu. Co więc tak przyciąga? Koncerty. Nie znam drugiego wykonawcy, na którego koncertach bawiłabym się równie dobrze i który miałby tak świetny kontakt z publicznością. Koncerty nie są po prostu występami, są naprawdę niezłą imprezą, na którą czeka się z utęsknieniem.
Na koncercie Jelonka byłam do tej pory 3 razy, pierwszy raz zupełnie przypadkiem. Nie znałam jeszcze wtedy ani jego, ani Huntera, którego poznałam na tej samej imprezie (Ursynalia 2013). Pozostałe dwa koncerty były w ramach Świątecznej trasy. I dziś napiszę Wam, co dzieje się w grudniu, kiedy rogaty Mikołaj rozkręca imprezę.
Z czym kojarzą Wam się Święta (prócz sprzątanie, generalnej gonitwy i tych członków rodziny, których na szczęście widujemy tylko raz w roku)? Osobiście nie wyobrażam sobie tego kolorowego (czasem trochę kiczowatego...) okresu bez kolęd, choinki, słodyczy i… jasełek! Jasełka budzą mieszane uczucia, mam tego świadomość, jednakże są takie, bez których od kilku lat nie wyobrażam sobie udanych Świąt - Metalowe Jasełka Jelonka!
Kto był, ten wie, że nie kolorowe lampki, pierniki i piosenki wprowadzają nas w ten cudowny nastrój, tylko to prawie dwugodzinne show - co roku w grudniu. Kto nie widział - obowiązkowo w przyszłym roku nadrabia zaległości!
Na grudniowym koncercie Jelonka, na który wybrałam się do Starego Klasztoru, można było usłyszeć takie rogate utwory, jak Violmachine, A Funeral Of A Provincial Vampire, Romantic Revenge, Mosquito Fight, Akka, Lorr, Wolfred, BaRock, B.East czy MachineHat. Był ogień, dosłownie.
Prawdziwe show zaczęło się w połowie koncertu. Zaczęło się od Ścianki Wrocławianki, czyli Jelonkowej wersji ściany śmierci. Przyznam się, że mimo wielu koncertów na koncie, nigdy nie odważyłam się zostać cegiełką w ścianie. To był udany pierwszy raz!
Świetny kontakt z fanami i zabawy z publiką, trochę jak na weselu albo zabawie sylwestrowej, jednak przy znacznie lepszej muzyce. Było Mana Mana prosto z Muppet Show, był taniec z “szablami”, pewnie znacie tę popularną grupową zabawę. Był też wężyk, który przetoczył się przez całą salę.
Aż w końcu wjechała choinka! Było tradycyjne trząchanie choinki i kolędy, których nie sposób zapomnieć. Doomowa wersja Cichej Nocy to prawdopodobnie największe zaskoczenie i najciekawsze wykonanie, jaką słyszałam. Po szoku, napadzie śmiechu i niedowierzaniu, cała sala zaczęła nucić “coś tam, coś tam” wspólnie z Jelonkiem. Ponadto power metalowe Oj maluśki, maluśki, death metalowe Przybieżeli do Betlejem oraz Gdy śliczna panna w bliżej nieokreślonym klimacie okołometalowym bardzo intrygowało.
Jelonek wraz z przyjaciółmi przedsięwziął akcję charytatywną “Dzicy Kolędnicy”, aby dzięki sprzedaży trzech kolęd - Gdy śliczna panna, Cicha Noc i Oj maluśki móc wesprzeć podopiecznych domów dziecka. Piękna inicjatywa. Jeśli jesteście ciekawi, co wyszło z połączenia Świąt i metalu oraz chcecie pomóc dzieciakom (pomimo, że Święta już dawno za nami, zawsze warto pomagać) - wbijajcie TUTAJ.
Następnym punktem programu był Mikołaj rozdający prezenty. Nasz rogaty święty wybrał z publiczności niegrzeczną dziewczynkę i niegrzecznego chłopca, którzy w tym roku dostali od niego dość nietypowe prezenty. W każdej świątecznej paczce była packa na muchy, maska z filmu Krzyk oraz makaron z Tesco… który poleciał ze sceny w stronę roześmianej publiczności.
Nie, to nie wszystko.
Następnym zaskoczeniem były życzenia noworoczne, po których zespół przeniósł publiczność w lata świetności disco. Cała Sala Gotycka trzęsła bioderkami do Daddy Cool.
Mało? Po tym dyskotekowym akcencie powrócił “taniec z szablami”, który ostatecznie zmęczył publiczność. Świetna zabawa oraz dzienna dawka dobrego cardio a to wszystko w cenie biletu na koncert.
Zespół zakończył już swoimi utworami - Wilhelm i Barock. Panowie paradnie przetoczyli się przez scenę , śląc ukłony w stronę publiczności i zeszli ze sceny, oczywiście wracając jeszcze na bis (a nawet dwa)
Wystarczająco zachęcające? Jeśli ktoś nie wierzy, że takie rzeczy naprawdę się dzieję, gorąco polecam przekonać się na własnej skórze.
Po koncercie udało mi się chwilę porozmawiać z Michałem Jelonkiem. Zapytany o to, czy szykuje się kolejna płyta, uśmiechnął się i tajemniczo pokiwał głową. Można wnioskować, że coś się dzieje i że jest na co czekać!
Dziś przybliżę Wam trochę historię polskiego zespołu. Michał Jelonek - skrzypek dobrze pewnie Wam znanego zespołu Hunter (o którym więcej kiedyś) swoją solową karierę rozpoczął w 2007 roku. Ten multiinstrumentalista (skrzypce, altówka, kontrabas i jeszcze pewnie parę innych) połączył brzmienie skrzypiec z metalem. Do tej pory ukazały się dwa albumy Jelonka - Jelonek oraz Revenge. Połączenie klasyki z metalem? Nic nowego, powiecie. Utwory na obu płytach są instrumentalne, całkowicie pozbawione wokalu. Co więc tak przyciąga? Koncerty. Nie znam drugiego wykonawcy, na którego koncertach bawiłabym się równie dobrze i który miałby tak świetny kontakt z publicznością. Koncerty nie są po prostu występami, są naprawdę niezłą imprezą, na którą czeka się z utęsknieniem.
Na koncercie Jelonka byłam do tej pory 3 razy, pierwszy raz zupełnie przypadkiem. Nie znałam jeszcze wtedy ani jego, ani Huntera, którego poznałam na tej samej imprezie (Ursynalia 2013). Pozostałe dwa koncerty były w ramach Świątecznej trasy. I dziś napiszę Wam, co dzieje się w grudniu, kiedy rogaty Mikołaj rozkręca imprezę.
Z czym kojarzą Wam się Święta (prócz sprzątanie, generalnej gonitwy i tych członków rodziny, których na szczęście widujemy tylko raz w roku)? Osobiście nie wyobrażam sobie tego kolorowego (czasem trochę kiczowatego...) okresu bez kolęd, choinki, słodyczy i… jasełek! Jasełka budzą mieszane uczucia, mam tego świadomość, jednakże są takie, bez których od kilku lat nie wyobrażam sobie udanych Świąt - Metalowe Jasełka Jelonka!
Kto był, ten wie, że nie kolorowe lampki, pierniki i piosenki wprowadzają nas w ten cudowny nastrój, tylko to prawie dwugodzinne show - co roku w grudniu. Kto nie widział - obowiązkowo w przyszłym roku nadrabia zaległości!
Na grudniowym koncercie Jelonka, na który wybrałam się do Starego Klasztoru, można było usłyszeć takie rogate utwory, jak Violmachine, A Funeral Of A Provincial Vampire, Romantic Revenge, Mosquito Fight, Akka, Lorr, Wolfred, BaRock, B.East czy MachineHat. Był ogień, dosłownie.
Prawdziwe show zaczęło się w połowie koncertu. Zaczęło się od Ścianki Wrocławianki, czyli Jelonkowej wersji ściany śmierci. Przyznam się, że mimo wielu koncertów na koncie, nigdy nie odważyłam się zostać cegiełką w ścianie. To był udany pierwszy raz!
Świetny kontakt z fanami i zabawy z publiką, trochę jak na weselu albo zabawie sylwestrowej, jednak przy znacznie lepszej muzyce. Było Mana Mana prosto z Muppet Show, był taniec z “szablami”, pewnie znacie tę popularną grupową zabawę. Był też wężyk, który przetoczył się przez całą salę.
Aż w końcu wjechała choinka! Było tradycyjne trząchanie choinki i kolędy, których nie sposób zapomnieć. Doomowa wersja Cichej Nocy to prawdopodobnie największe zaskoczenie i najciekawsze wykonanie, jaką słyszałam. Po szoku, napadzie śmiechu i niedowierzaniu, cała sala zaczęła nucić “coś tam, coś tam” wspólnie z Jelonkiem. Ponadto power metalowe Oj maluśki, maluśki, death metalowe Przybieżeli do Betlejem oraz Gdy śliczna panna w bliżej nieokreślonym klimacie okołometalowym bardzo intrygowało.
Jelonek wraz z przyjaciółmi przedsięwziął akcję charytatywną “Dzicy Kolędnicy”, aby dzięki sprzedaży trzech kolęd - Gdy śliczna panna, Cicha Noc i Oj maluśki móc wesprzeć podopiecznych domów dziecka. Piękna inicjatywa. Jeśli jesteście ciekawi, co wyszło z połączenia Świąt i metalu oraz chcecie pomóc dzieciakom (pomimo, że Święta już dawno za nami, zawsze warto pomagać) - wbijajcie TUTAJ.
Następnym punktem programu był Mikołaj rozdający prezenty. Nasz rogaty święty wybrał z publiczności niegrzeczną dziewczynkę i niegrzecznego chłopca, którzy w tym roku dostali od niego dość nietypowe prezenty. W każdej świątecznej paczce była packa na muchy, maska z filmu Krzyk oraz makaron z Tesco… który poleciał ze sceny w stronę roześmianej publiczności.
Nie, to nie wszystko.
Następnym zaskoczeniem były życzenia noworoczne, po których zespół przeniósł publiczność w lata świetności disco. Cała Sala Gotycka trzęsła bioderkami do Daddy Cool.
Mało? Po tym dyskotekowym akcencie powrócił “taniec z szablami”, który ostatecznie zmęczył publiczność. Świetna zabawa oraz dzienna dawka dobrego cardio a to wszystko w cenie biletu na koncert.
Zespół zakończył już swoimi utworami - Wilhelm i Barock. Panowie paradnie przetoczyli się przez scenę , śląc ukłony w stronę publiczności i zeszli ze sceny, oczywiście wracając jeszcze na bis (a nawet dwa)
Wystarczająco zachęcające? Jeśli ktoś nie wierzy, że takie rzeczy naprawdę się dzieję, gorąco polecam przekonać się na własnej skórze.
Po koncercie udało mi się chwilę porozmawiać z Michałem Jelonkiem. Zapytany o to, czy szykuje się kolejna płyta, uśmiechnął się i tajemniczo pokiwał głową. Można wnioskować, że coś się dzieje i że jest na co czekać!
Komentarze
Prześlij komentarz