Czuję się w obowiązku, by napisać kilka słów w odniesieniu do informacji, która ostatnio dogłębnie mnie zasmuciła. W sobotę, po kilku latach choroby, do rockowego nieba odszedł współzałożyciel legendarnego już zespołu AC/DC, starszy z braci Young - Malcolm.
Malcolm Young miał 64 lata i od trzech lat zmagał się z demencją.
![]() |
| www.acdc.com |
Skład zespołu zmieniał się przez lata, jednak rok 2014 zapoczątkował serię przykrych zdarzeń. W wyniku udaru mózgu Malcolm Young zachorował na demencję a jego miejsce w zespole zajął jego bratanek - Stevie Young. W listopadzie tego samego roku perkusista zespołu - Phil Rudd został aresztowany i wykluczony z zespołu przez przez liczne problemy i nieporozumienia, jakie dochodziły między Ruddem a członkami zespołu. Rok nie był jednak całkowicie przykry - w grudniu zespół wydał swój ostatni album Rock or Bust i zaplanował trasę koncertową promującą krążek. Problemy ponownie rozpoczęły się w 2016 roku - ze względów zdrowotnych Brian Johnson musiał zaprzestać koncertowania. Jego miejsce na froncie tymczasowoa zajął Axl Rose (wokalista Guns’n’Roses). Niedługo po tym z zespołu odszedł Cliff Williams - basista, który grał z zespołem od 1977 roku.
Ostatni album zespołu - Rock or Bust jest pierwszym, na którym nie rozbrzmiewała gitara Malcolma. Oprócz gitary rytmicznej starszy z Youngów był także wokalem wspierającym. O śmierci muzyka na swoich instagramowych kontach informowali m.in. Slash czy Ozzy Osbourne a Guns’n’Roses opublikowali filmik z koncertu, na którym oddają hołd zmarłemu gitarzyście. Na oficjalnym fanpage'u AC/DC na Facebooku a także na ich stronie internetowej opublikowano oficjalne oświadczenie o śmierci Malcolma, pod którym podpisał się Angus Young. Główny gitarzysta zespołu pisze, że trudno wyrazić słowami, ile Malcolm dla niego znaczył, kończąc słowami “Malcolm, job well done”. Post na Facebooku udostępniono prawie 500 tys. razy i zareagowano na niego ponad 600 tys. razy. Post skomentowany został m.in. przez oficjalny fanpage Sepultury (“PIR, thank you master!”).
Na zakończenie chciałabym powiedzieć, że niewymownie mi przykro. Z roku na rok ubywa coraz więcej wspaniałych muzyków, legend za życia. Mam szczerą nadzieję, że wszyscy wspólnie trafili do miejsca, gdzie rock’n’roll jest wciąż żywy a dźwięki gitar zagłuszyły anielskie harfy.



Komentarze
Prześlij komentarz